Jak zamknąć w słoiku cały rok wspomnień? Dzieci z naszej szkoły postanowiły spróbować.
Ostatniego dnia na Turkusowej Polanie zbierały mech, listki, kamyki, kawałki kory. Wszystko, co pachniało lasem. Wszystko, co można było zabrać ze sobą.
Bo jak inaczej pożegnać miejsce, które stało się domem?
Rok w lesie
To tutaj zaczęła się nasza historia. Na polanie otoczonej drzewami, z rzeką w zasięgu ręki, z naturą na wyciągnięcie dłoni.
Dzieci brodziły w rzece – niezależnie od pogody. Latem i jesienią, w słońcu i w deszczu. Bo rzeka nie pyta o warunki atmosferyczne. Rzeka po prostu płynie. I dzieci razem z nią.
Jesienią zbieraliśmy grzyby, szyszki i orzechy. Pełne kieszenie, pełne kosze, pełne radości z tego, co daje las.
Zimą zjeżdżaliśmy na sankach. Śnieg skrzypiał pod butami, a śmiech niósł się między drzewami.
Wiosną szukaliśmy ziół na łące i leśnych poziomek – tych małych, słodkich, pachnących słońcem.
Pierwszy ogródek
Tu założyliśmy nasz pierwszy warzywny ogródek. Dzieci sadziły nasionka, podlewały, czekały. Patrzyły, jak z ziemi wyrastają listki, a potem prawdziwe warzywa.
Tu się uczyły. Tu się bawiły. Tu doświadczały.
Boso, blisko ziemi
Na Turkusowej Polanie dzieci odkryły, jak dobrze czują się boso. Stopy w trawie, w piasku, w mchu. Bliskość z naturą, której nie da się wyczytać z książek.
Tę bliskość zabrały ze sobą. Nie w słoiku – w sercach.
Nowy rozdział
Wyjeżdżaliśmy z pełnymi słoikami i pełnymi sercami. Turkusowa Polana zostaje za nami, ale to, czego nas nauczyła, zostaje w nas.
Las, rzeka, polana – to był nasz pierwszy dom.
Teraz czas na nowy.
Ale tamten? Tamten zawsze będzie początkiem.
