Halloween w CoLibre – kiedy dzieci tworzą escape roomy dla rodziców


Awatar Monika Chruścielewska

Wyobraź sobie: przez tygodnie dzieci planują, budują, szykują coś w tajemnicy. Rodzice nie mają pojęcia, co ich czeka. A potem przychodzi Halloween i… zaczyna się magia.

Nasze Halloween to nie było zwykłe przebranie i cukierki. To był prawdziwy projekt społecznościowy. Od pierwszego pomysłu do ostatniego szczegółu.

Dwa escape roomy stworzone przez dzieci

Tak – dzieci zaprojektowały i zbudowały dwa pełnoprawne escape roomy. Przy wsparciu kadry, ale to one były autorami całego doświadczenia.

Pierwszy pokój przenosił graczy do zaświatów starożytnej Grecji. Symbole, mity, zagadki logiczne. Klimat, który można było poczuć wszystkimi zmysłami. Każdy detal miał znaczenie.

Drugi pokój to opuszczony szpital. Oświetlenie budujące napięcie. Rekwizyty jak z prawdziwego scenariusza grozy. Atmosfera, przy której dorosłym robiło się… nieswojo.

I nie, wcale nie było łatwo z nich uciec. Zagadki były przemyślane, rozwiązania wymagały współpracy, a całość – zorganizowana profesjonalnie.

Tajemnica do ostatniej chwili

Dzieci trzymały wszystko w tajemnicy. Rodzice nie wiedzieli, co je czeka. Szeptane rozmowy, ukrywane materiały, konspiracyjne spotkania przy dekoracjach.

Ta tajemnica była częścią zabawy. Ekscytacja rosła z każdym dniem. A gdy rodzice wreszcie weszli do pokojów… miny były bezcenne.

Czego uczy taki projekt?

Wszystkiego, czego nie da się nauczyć z podręcznika.

Planowania – od pomysłu do realizacji minęły tygodnie. Trzeba było rozłożyć pracę, ustalić priorytety, pilnować terminów.

Współpracy – każdy miał swoją rolę. Trzeba było słuchać innych, dzielić się zadaniami, czasem ustąpić.

Odpowiedzialności – to dzieci były autorami. To od nich zależało, czy projekt się uda.

Odwagi – stworzenie czegoś od zera i pokazanie tego innym wymaga odwagi. Dzieci ją miały.

Rodzice też dali z siebie wszystko

Bo tak działa nasza społeczność. Stół uginał się od halloweenowych przekąsek. Pyszna pizza. Przebrania. Dobra energia.

Rodzice w CoLibre to nie widzowie. To współtwórcy. I tego wieczoru też to pokazali.

Szkoła demokratyczna w praktyce

Takie wydarzenia najlepiej pokazują, czym jest CoLibre. Nie koncepcją z książki. Nie teorią o wolności.

To żywa relacja między dziećmi, kadrą i rodzicami. Wspólne działanie. Słuchanie siebie nawzajem. Tworzenie czegoś razem.

I radość, gdy się udaje.

A udało się pięknie.